reportaż z podróżyBałkany

Nadszedł dzień samochodowej wyprawy z Anią. W zeszłym roku pokonaliśmy ponad 2000km zwiedzając Czechy i Słowację.  Tym razem podbijamy stawkę i ruszamy znacznie dalej na południe. Po powrocie z braterskiej wyprawy do Norwegii obawiałem się, że kolejna podróż nie udźwignie moich oczekiwań 🙂 Po pierwszym dniu wiedziałem już, że obawy są zbędne, a mnie i Anię czeka kolejna ciekawa przygoda 🙂

Na Bałkanach można się poczuć trochę jak w Polsce. Mentalnie jesteśmy podobni. W miastach nawet bardzo turystycznych nie ma nagabywania i wciskania kitu 🙂 Nie doznacie tam szoku kulturowego, daje to ogólne poczucia bezpieczeństwa.

Trasa liczyła około 4000km, pokonaliśmy ją w 13dni, codziennie śpiąc w innym mieście.  Nie mieliśmy ze sobą namiotu. Byliśmy nastawieni na luksus oferowany przez najtańsze oferty booking.com 🙂 Za nocleg płaciliśmy średnio od 80zł do 150zł (na 2 osoby) w zależności od prestiżu miasta. Najwięcej wydaliśmy chyba na samo przemieszczanie się, tym razem bez butli LPG. Po drodze płaciliśmy za autostrady, winiety, zielone karty, przejazdy tunelami i stłuczki (ale o tym potem). Decyzja podróży samochodem była jednak świadoma, chcieliśmy zatrzymać się w kilku państwach, tym samym zobaczyć jak najwięcej.

Poniżej przebieg trasy na mapie. Zaznaczyłem miejsca noclegowe z wypisanymi miastami po lewej stronie. Zapraszam serdecznie do fotorelacji z wyprawy i krótkiego opisu miejsc, które udało nam się zobaczyć.

 

Wiedeń- Austria. Jakoś nigdy nie mieliśmy szczęścia do tego miasta. Zwykle mamy tu problem z miejscem parkingowym, a hotele często ukrywają koszty sprzątania. Na bookingu trzeba wszystko dokładnie czytać, żeby nie zapłacić podwójnej kwoty za nocleg. Ale nic, myślę sobie, że czas przełamać tę niechęć do Wiednia i właśnie tam planujemy nasz pierwszy przystanek. Wszystko szło jak po maśle, do momentu kiedy Pan w recepcji uświadomił mnie, że zarezerwowałem nocleg na inny dzień 🙂 Tak się właśnie kończy bookowanie w okolicach północy 🙂

I tak na samym początku dostałem policzek, który przypomniał ile kosztują błędy nowicjusza 🙂 Po godzinie znaleźliśmy inny hotel. zabraliśmy turbo i ruszyliśmy na miasto.

Przystanek: Bled- Słowenia. Miejsce znane z wielu fotografii. Głównie kojarzone z malowniczą wyspą po środku jeziora. Zawsze chciałem zobaczyć ją na własne oczy 🙂 Bled było naszym przystankiem po drodze do Puli, jadąc z Wiednia musieliśmy trochę odbić. Czy było warto nadkładać te 70 km oceńcie sami.

Pula-Chorwacja. Miła niespodzianka po długiej drodze. Zaraz po naszym przyjeździe na ulicach miasta rozpętała się impreza z powodu wygranego meczu  Chorwacji z Argentyną (Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2018). Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy że Chorwacja dotrze do finału!

Rijeka- Chorwacja. Zwolniliśmy trochę tempo, przez dwa ostatnie dni siedzieliśmy w aucie po 7h. Spontanicznie wybraliśmy portowe miasto Rijeka niedaleko Puli. Dużo spacerowaliśmy, w oczach Ani dostrzegłem tęsknotę za drinkiem z parasolką i plażą, wszak właśnie to jej obiecałem 🙂 Na kolejny dzień szukałem już czegoś co podniesie jej morale 🙂

Makarska- Chorwacja. Raj dla wczasowiczów u podnóża masywu górskiego Biokovo. Jest to największy chorwacki kurort turystyczny. Jest gdzie popływać i poleżeć, bardziej aktywni też znajdą tam coś dla siebie. Miejsce przypadło nam bardzo do gustu i pozwoliło naładować baterie. Ania szczęśliwa, możemy pokonywać kolejne kilometry autem i z buta 🙂

Dubrownik-Chorwacja. „Dubrownik jest najchętniej odwiedzanym przez turystów miastem w Chorwacji. Miasto słynie z zabytków, architektury, lokalnej kuchni i życia nocnego. Stare miasto w Dubrowniku w całości zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO”.

I faktycznie turystów było dużo, a stare miasto na tyle zjawiskowe, że byliśmy w stanie zaakceptować wszystko 🙂 Jeżdżąc po Dubrowniku samochodem w niektórych momentach czuliśmy się jak na kolejce górskiej. Ciasne uliczki i bardzo strome podjazdy potrafią podnieść adrenalinę.  Po całodniowym zwiedzaniu Dubrownika usiedliśmy na piwku, żeby pożegnać Polską reprezentację z Mistrzostw Świata 🙂

Budva-Czarnogóra. Opuściliśmy Chorwację i wyjechaliśmy poza granice UE. Na pierwszy przystanek wybraliśmy kurort-Budvę. Budva jak i jej okolice jest najbardziej skomercjalizowanym fragmentem czarnogórskiego wybrzeża Adriatyku. My jednak nie czuliśmy natłoku ludzi, może dlatego, że pogoda pomału zaczynała się pogarszać.

Przystanek: Nieopodal Budvy znajduje się kompleks hotelowy Sveti Stefan położony na skalistej wyspie. Ceny za nocleg sięgają tu nawet 3000 euro za dobę. Podobno istnieje możliwość wejścia na wyspę, ale po prostu jedźmy dalej 🙂

Przystanek: Stary Bar-Czarnogóra. Kiedyś wielkie centrum handlu konkurujące z Dubrownikiem, teraz opuszczone ruiny pełne nostalgii.

Petrovac na Moru-Czarnogóra. To nasza ostatnia noc nad Morzem Adriatyckim. Czas spędziliśmy jedząc kalmary 🙂

Kotor- Czarnogóra. Mało brakowało, a byśmy ominęli to magicznie położone miejsce. Kotor jest jednym z najlepiej zachowanych średniowiecznych miast w południowo-wschodniej Europie, pełen zabytkowych budowli, ciasnych uliczek i niezliczonej ilości wylegujących się kotów 🙂  Zatoka Kotorska posiada cechy norweskich fiordów i jest niekiedy określana jako najdalej położony na południe fiord Europy. W tym roku mogę śmiało powiedzieć, że fiordy jadły mi z ręki… czy jakoś tak 🙂

Mostar- Bośnia i Hercegowina. Misato nad rzeką Neretwą, najważniejszym zabytkiem jest położony w centrum XVI-wieczny kamienny Stary Most, wybudowany w 1566 r. 9 listopada 1993 r., w wyniku działań wojennych został on zburzony przez Chorwatów, a jego odbudowę zakończono 23 lipca 2004 r. W lipcu 2005 Stary Most i jego najbliższe otoczenie zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Przy okazji tego zdjęcia, opowiem o przykrym incydencie, który przytrafił nam się w drodze z Petrovac do Kotoru. Tamtego dnia planowaliśmy przejechać przez Park Narodowy Lovćen. To był deszczowy dzień, a droga pod górę była stroma i kręta. Mimo, że jechaliśmy powoli na jednym z zakrętów uderzył w nas Van, który wpadł w poślizg. Kierowcą okazał się Francuz, który wypożyczył auto w Słowenii. Akcja z policją zajęła nam około 6 godzin. Całe szczęście auto nadawało się do dalszej jazdy i mogliśmy kontynuować podróż.

Ciekawostka: Samochód na moście to Volswagen golf. Jest to jego ostatnie zdjęcia w całości. Zaraz po przejechaniu mostu na zakręcie skasował go inny pojazd tuż za moimi plecami. Był to trzeci wypadek drogowy jaki widzieliśmy podczas 13 dniowej podróży. W jednym z nich sami braliśmy udział.

Przystanek: Konjic- Bośnia i Hercegowina.

Sarajewo- stolica Bośni i Hercegowiny zamieszkana przez 395 tys. osób. Zajmuje powierzchnię 142 km². Duża część miasta położona jest na stromych stokach, co wpływa na zabudowę i układ ulic. Od zakończenia wojny i zawarcia w listopadzie 1995 r. układu z Dayton, Sarajewo jest odbudowywane, głównie przy wsparciu finansowym UE. Nasze odczucia z pobytu w Sarajewie były pozytywne, trzeba tu jednak podkreślić, że trzymaliśmy się blisko centrum. Wojna skończyła się tam ponad 20lat temu, opinie na temat bezpieczeństwa są różne, my postanowiliśmy tego nie sprawdzać 🙂

Budapeszt- Węgry. Do stolicy Węgier dotarliśmy pod wieczór, trochę zabrakło nam czasu, żeby dobrze zwiedzić to miasto. Pierwsze wrażenie to takie, że pod względem architektury przypomina Wiedeń jednak ma w sobie trochę więcej luzu i mniej przepychu. Musimy tam kiedyś wrócić, żeby się lepiej rozejrzeć 🙂 Pozytywnym akcentem był nocleg w starej kamienicy w centrum miasta.

I tak nasza podróż dobiegła końca, Polska przywitała nas deszczowa pogodą, mimo wszystko dobrze było być już w domu 🙂

Super, że udało Ci się dotrzeć do końca! Mam nadzieję, że materiał zdjęciowy okazał się ciekawy :).

Wszystkie podróże zgromadziłem  TU 🙂

Dziękuję za Twój czas i do następnego!

  • Anonim said:

    świetne zdjęcia, aż chce się tam wracać...:)